sobota, 12 grudnia 2015

Prolog.

- Nie uważasz, że na dzisiaj wystarczy? - warknęłam.
- Daj mi spokój! - mówi, gdy ledwo stoi na nogach - Ja.. Wcccale dużo nie wypiłeem.
- No oczywiście. Gdzie masz kluczyki? Odwiozę cię do domu?
- Nie! Nie chccccę do domuu. Chcę do ccciebie.
- Mhm. Jasne i co jeszcze.. Dalej, wstawaj! - poganiam go. kiedy udaje mi się go postawić na nogi, proszę nieznajomego, żeby pomógł zanieść Tristiana do samochodu. - Dzięki za pomoc - mówię, gdy nieznajomy się do mnie uśmiecha. Kiedy tylko Tristian usiadł na fotelu, chłopak odchodzi.
Jedziemy objazdem, ponieważ na głównej drodze był jakiś wypadek. Po drodze przypominam sobie, że Halów nie ma w domu, a przecież nie zostawię mojego chłopaka samego w takim stanie, dlatego postanawiam jechać do mnie. Cleveland jest strasznie zakorkowane tej nocy. Kiedy wjeżdżam na podjazd, zza drzwi wychodzi moja mama. Jest zdziwiona moim widokiem, bo przecież mówiłam, że wrócę następnego dnia.
- Co ty, to znaczy wy tu robicie?
- Tristian się schlał. Z resztą sama widzisz. Jego rodziców nie ma w domu, a samego go nie zostawię.
- Bardzo dobrze zrobiłaś kochanie. Pomogę ci, zanieść Tristiana na kanapę.  - dodała. Bardzo się cieszę, że w każdej sytuacji mogę ujrzeć w niej wsparcie.
Kiedy już kładziemy chłopaka na kanapie, jak na nieszczęście budzi się. Miałam obawy, żeby nie wszczynał kłótni, nie chciałam, żeby Jessica cokolwiek usłyszała, no i niestety, stało się to, czego bardzo się bałam.
- Kath! Kaaaaaath! - krzyczy - Dlaczego mnie wywiozłaś? Przecież mówiłem ci, ze nie chcę pić! Dlaczego mi to podałaś?
- Co? - jestem zszokowana - Co ty do cholery mówisz? Sam wpakowałeś w siebie te litry alkoholi!
- Przeeestań kłamać! - krzyczy coraz głośniej - Jak mogłaś mi to zrobić Kath! Jak mooooogłaś!
- Kochanie..  o czym Tristian mówi? - pyta mnie mama. Spogląda na mnie, a ja.. stoję jak wbity w ziemię kołek. Nie mogę wydusić z siebie ani słowa. Zszokował mnie. Nie mam pojęcia czy mówi to wszystko na poważnie, czy po prostu dlatego, że jest tak schlany. - Kochanie, co się stało na tej imprezie?
- Myślisz, że on mówi prawdę. Przecież on majaczy! - nie wytrzymuję już - Wlał w siebie litry alkoholu i jeszcze bezczelnie mówi, że to moja wina.
- Może masz i rację, ale coś w tym musi być.
"Coś w tym musi być". O co jej chodziło? Nie mogłam już tego znieść. W kuchni przygotowałam mu szklankę wody z rozpuszczoną w niej aspiryną, którą położyłam mu na stoliku koło kanapy. Tristian na szczęście zasnął. Mama również położyła się spać, jeszcze wcześniej sprawdzając, czy Jessica czasem się nie obudziła. Ja natomiast postanowiłam się przejść. A raczej wybiec  domu. Biegłam jakby ktoś mnie gonił, jakby Tristian mnie gonił, pijany, gdyby chciał mi jeszcze coś wykrzyczeć. Byłam tak strasznie wkurzona. Wbiegłam do pobliskiego lasu. Przeszłam niezły kawałek. W końcu usiadłam pod jakimś drzewem, lekko zmarznięta. Dlaczego tak cienko się ubrałam? - zaczynam się śmiać, sama z siebie. Siedzę tam chyba z godzinę. W końcu orientuję się, że już ze mną wszystko w porządku. emocje opadły. Spoglądam na telefon. Bateria! Niech to szlag! Ostatnie 10% baterii. Wyłączam go. Wędruję jeszcze kilka godzin. w końcu wyciągam batonika i notatnik. Zbieram się do wysłania esemesa do Rosette. "Przyjedź po mnie błagam. Jestem w tym cholernym lesie. Chyba się zgubiłam /Kath". Mam cichą nadzieję, że esemes dojdzie zanim telefon się całkiem rozładuje.  Kiedy kończę batonika, różne melodie przychodzą mi do głowy, układam co nie co. Układam i czekam. Czekam na Rosette.

2 komentarze: